A teraz trochę z innej beczki... Siedzę samotnie w domu... (rodzice śpią po obfitym śniadaniu, więc tak jakbym była sama) . Więc, siedzę sama i padam z nudów.... Tęsknię za M. I za jego uśmiechem którym rozgania wszystkie moje smutki... Tak bardzo chciałabym spędzać święta z nim. Ramię w ramię, uśmiechając się odwiedzać kolejno naszych rodziców... Ale niestety on jest u siebie a ja tu, w swoim domu, z laptopem i gorączką... To nie w porządku!!! Jesteśmy razem już prawie 5 lat, chyba najwyższy czas by traktowano nas poważnie, prawda? By traktowano mnie poważnie....
Tęsknię...
niedziela, 8 kwietnia 2012
"Święta, święta"
Święta to radosny czas w którym wszyscy wyżywają się na sobie, krzyczą i biegają w tę i z powrotem jak kot z pęcherzem... Zaraz! Święta są okropne! Powinny się kojarzyć z pisankami, barankami i tymi słodkimi, puchatymi kurczaczkami a przede wszystkim z Męką Pańską... Tymczasem mi kojarzą się z męką sprzątania całego domu po trzy razy, odkurzania dywanów co 10 minut i rozkładaniu "świątecznych obrusków" na każdym możliwym stole a nawet PRALCE:p Poza tym, święta to lamentowanie , że makowiec nie wyrósł, że żurek za kwaśny a sałatka nie pokrojona....I po co to wszystko? Po to ,żeby zjechała się rodzinka, ponarzekała, że tyle roboty było, tyle sprzątania, a sernik się nie udał bo ser był nie tej firmy co zwykle....a potem... Wszystko od początku. Trzeba posprzątać ze stołu, pozmywać, powycierać naczynia a resztę jedzenia poupychać do lodówki, która w święta magicznie zwiększa swoją pojemność...
Święta, święta i po świętach... a jedzenia zostaje jeszcze na dwa tygodnie...
A i tak nikt nie wynosi z tego nic oprócz dodatkowych kilogramów, niestrawności i kilku siwych włosów z powodu stresu jaki niosą ze sobą przedświąteczne przygotowania..
Święta, święta i po świętach... a jedzenia zostaje jeszcze na dwa tygodnie...
A i tak nikt nie wynosi z tego nic oprócz dodatkowych kilogramów, niestrawności i kilku siwych włosów z powodu stresu jaki niosą ze sobą przedświąteczne przygotowania..
piątek, 6 kwietnia 2012
Petite anglaise
A teraz 'przyznam się skąd pomysł na blogowanie. Zainspirowała mnie książka którą właśnie czytam "Petite Anglaise" Catherine Sanderson. Wybrałam ją jako nagrodę na koniec liceum, ale to nie jest istotne. Jest to historia młodej Anielki, której udaje się zrealizować swoje życiowe marzenie - mieszka we Francji razem ze swoim mężczyzną (którego w książce znamy jako Pana Żabojada) i córką (Kijanką). Aby dać upust emocjom Catherine zaczyna prowadzić blog pod pseudonimem 'petite anglaise' choć jeszcze wtedy nie zdaje sobie sprawy dokąd ją to doprowadzi i jak wiele internetowy pamiętnik zmieni w jej życiu...(petiteanglaise.com)
Książka jest na prawdę fenomenalna, z główną bohaterką zżywa się już po kilku przeczytanych stronach. Więcej o fabule i momentach które najbardziej mi przypadły do gustu napiszę innym razem, bo przyznam, że teraz powinnam dzielnie robić wykres na fizjologię roślin, ale coś mi nie idzie zebranie się do pracy...
Książka jest na prawdę fenomenalna, z główną bohaterką zżywa się już po kilku przeczytanych stronach. Więcej o fabule i momentach które najbardziej mi przypadły do gustu napiszę innym razem, bo przyznam, że teraz powinnam dzielnie robić wykres na fizjologię roślin, ale coś mi nie idzie zebranie się do pracy...
nadszedł czas
Właściwie sama nie wiem po co to piszę... Publikując coś w internecie
z góry zakłada się że ktoś to przeczyta a ja raczej tego nie chcę. O
ile miło było by gdyby ktoś zainteresował się innymi moimi blogami to
nie zależy mi, żeby ktoś trafił tu. Głupie? Po co piszę skoro nie chce
żeby ktoś to czytał? Z tego samego powodu dla których założyłam inne
blogi. Bo lubię. Lubię siadać przed komputerem i przelewać na ekran moje
myśli. Pozwolić, żeby palce same wystukiwały litery składając je w
słowa i zdania. Nie zastanawiać się tylko dać się ponieść swoim myślom. I
właśnie tu chcę je przelewać. Swoje marzenia, lęki, złości. Co by nie
robić krzywdy otoczeniu i nie wyżywać się na nich :p
Skąd adres bloga... kto słyszał tą piosenkę ten wie jak potrafi ona poruszyć uczucia schowane nawet głęboko na dnie serca. A tutaj mam zamiar się dzielić właśnie takimi uczuciami. Powiedzmy, że to taka moja terapia, która ma na celu uporządkowanie mojego emocjonalnego bałaganu ...
Nie jestem doświadczoną blogerką, dlatego raczej sam wygląd bloga nie będzie powalający, ale może z czasem dojdę do wprawy... Na razie muszę zebrać myśli i dowiedzieć się kim jestem i czego tak na prawdę chcę...
Skąd adres bloga... kto słyszał tą piosenkę ten wie jak potrafi ona poruszyć uczucia schowane nawet głęboko na dnie serca. A tutaj mam zamiar się dzielić właśnie takimi uczuciami. Powiedzmy, że to taka moja terapia, która ma na celu uporządkowanie mojego emocjonalnego bałaganu ...
Nie jestem doświadczoną blogerką, dlatego raczej sam wygląd bloga nie będzie powalający, ale może z czasem dojdę do wprawy... Na razie muszę zebrać myśli i dowiedzieć się kim jestem i czego tak na prawdę chcę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)